niedziela, 12 lutego 2012

I tylko jeden krok dzielił ją od... Nowej pary szpilek


Tytuł postu nie jest zgodny z jego zawartością, dlatego nie będzie on opublikowany.

Dobra, żart bezsensu. Ale nie umiem jakoś lepiej go zacząć. Tak to już bywa z zimową depresją. Której nie posiadam.
Pierwszą rzeczą, która jest warta uwagi przez tą wiedźmę (czyli mnie), jest przyjaźń. Zaczniecie się śmiać, o ile zdecydowaliście się wejść na tego bloga.
Ale o przyjaźni nie mam zamiaru gadać z ironią. Nie mam zamiaru się z niej naśmiewać.
Z śmierci, a i owszem lubię, ale nie z przyjaźni.
            Przyjaciele to ludzie bez których byśmy nie istnieli. Mówię prawdę. No, może nie dla wszystkich ta „złota prawda ciotki Klotki” jest… E, racjonalnie nieśmieszna.
Tak właściwie to już nie wiem co za głupoty wam pociskam. I kto będzie czytać ten chłam.
Oprócz mojej przyjaciółki. Jedynej. Tak, tak. Tej Best Friend Forever.
I dla niej jest ten pierwszy post.
Wyśmiejcie mnie, kopcie, oplujcie, ale jeśli tylko jej się tkniecie, to gwarantuję, że poznacie, co oznacza „Masakra łyżką stołową”.
Przyjaźń jest rzeczą dziwną. Jest niewytłumaczalna. Bójcie się jej. Bójcie się tego co możecie stracić, gdy stracicie w nią wiarę. Jest bardzo silnym uczuciem. To miłość bez pożądania, jak podaje encyklopedia. To miłość, która nie oczekuje Ochów i Achów podczas… No, wiecie czego. To miłość, której szczyt jest osiągany, gdy dwie osoby poznają się na tyle, że wiedzą, jaki partner byłby odpowiedni dla drugiej osoby.
I tak jest ze mną. Moja przyjaciółka uznała pewnego gościa za odpowiedniego partnera dla mojej osoby. I cóż… No, zobaczymy co z tego wyjdzie. A i ja nie pozostałam jej dłużna – jest taki jeden facet… Mmm, istne ciacho dla niej. No więc kibicuję ich związkowi.
A co do przyjaźni… Jest dla mnie ważna. Najważniejsza na całym świecie (poza utrzymaniem tipsów w całości, oczywiście).
Dzięki pewnej osóbce poznałam co oznacza pójście do centrum handlowego. Nie żartuję.
Jak się poznałyśmy? Ty dobrze wiesz. Ale nasza przyjaźń zaczęła się od filmu z Johnny’m Depp’em – „Czekolady”. Oglądaliśmy go na plenerze i po potoku słów (Znacie to? Kilkadziesiąt tysięcy słów wypływa z waszych ust, a tylko kilka tysięcy nadaje się do logicznego rozumowania) doszłyśmy do wniosku, że kochamy Depp’a. I tak zaczęła się nasza przyjaźń. To ta dziewczyna pokazała mi, że to nie nauka jest najważniejsza. Bo przecież i tak mam średnią 5.0. Ta dziewczyna pokazała mi, jak się śmiać ponownie. Pokazała mi, jak patrzeć na niebo, nie czekając aż spadnie mi na głowę. To ona powiedziała mojemu organizmowi, żeby wziął się w garść i skończył stękać. To ona powiedziała, żeby mój umysł nie robił ze mnie ofiary losu. Dzięki niej chce mi się nadal żyć pełnią życia.
Dziękuję Ci.
A teraz coś dla was – jeśli macie osoby, które darzycie szacunkiem i zaufaniem, ale i tym uczuciem, które nazywa się przyjaźnią, to nie spieprzcie tego.
Nie warto dodać za dużo pieprzu do jakiejś potrawy, bo wtedy zjeść się tego nie da. Dlatego warto coś dobrze ugotować. W tym wypadku przyjaźń.
A więc… Smacznego!